Ścieżka sensoryczna 


Cześć! 

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić Naszą propozycje ścieżki sensorycznej :) ale za nim o tym z czego taka ścieżka się składa, najpierw kilka słów o tym czym jest sensoryka i dlaczego jest ona tak niezwykle ważna w życiu Malucha. 

W słowniku języka polskiego znaleźć możemy jedynie definicję słowa Sensoryczny - czyli "doznawany za pomocą zmysłów". Jak doskonale wiemy wszystko co nas otacza odczuwamy za pomocą bodźców, które dostarczamy sobie sami albo są nam dostarczone ze środowiska. Jeśli chcemy się pobudzić słuchamy energetycznej muzyki, natomiast jeśli chcemy chwili wyciszenia, włączamy relaksującą muzykę, medytujemy albo czytamy książki. Wiemy, że jeśli dotkniemy czegoś gorącego to będzie boleć, że poduszka jest miękka i przyjemna w dotyku, a zapach cebuli drażni nasze oczy. Wszystko co nas otacza pobudza nasze zmysły i dzięki temu doznajemy. 

Według Jean Ayres która uznawana jest za "matkę" integracji sensorycznej definicja sensoryki jest następująca: "możliwość rejestracji informacji ze świata zewnętrznego przez nasze narządy zmysłu, następnie ich przetwarzanie przez ośrodkowy układ nerwowy oraz ich wykorzystanie do działania, które jest celowe". Każdy z nas ma zmysły. Otrzymujemy je w pakiecie, przy urodzeniu. Jednak nie jest tak, że od razu są wybitne i świetnie rozwinięte. Nie, o zmysły trzeba dbać. I w tym momencie z pomocą przychodzą wszelkiego rodzaju zabawki.  Różnorodność tego typu zabawek jest wielka i pozwala na kształcenie dziecka na wiele całkowicie innych sposobów. Przede wszystkim dzięki takim zabawom dbamy o prawidłowy rozwój mózgu dziecka. Dziecko poznaje kształty, kolory, mechanizmy, a dzięki właściwej stymulacji rozwijają się również połączenia mózgowe. Gry układanki, pętle, puzzle, sortery, panele ścienne z łamigłówkami, piasek kinetyczny i ścieżka sensoryczna to tylko niektóre możliwości zabawek pobudzających sensorykę u Maluchów. 
Dzisiaj skupimy się na tej ostatniej którą wymieniłam :) 

Ścieżka sensoryczna  to pewnego rodzaju tor przeszkód dla dziecka, którego funkcją jest stymulowanie zmysłu dotyku. Pośrednio wpływa on korzystnie na rozwijanie innych umiejętności, a co najważniejsze - jest świetną zabawą dla malucha.  Maluch chodzi po specjalnych płytkach, planszach, polach i tym podobnych materiałach, różniących się od siebie strukturą, fakturą oraz tworzywem, z jakiego zostały wykonane. Można w ten sposób wykonać choćby tor, który dziecko musi pokonać. Przechodząc ścieżkę sensoryczną bosymi stopami, dziecko rozwija zmysł dotyku. Nie ma wątpliwości, że bardzo wiele elementów z otaczającego świata poznajemy właśnie za pomocą tego zmysłu, a stopa jest jednym z jego wrażliwszych przekaźników. Dziecko uczy się też w ten sposób utrzymywania równowagi, a także kontrolowanego balansowania. 
Nasza ścieżka wykonana jest z kwadratowych paneli o wymiarach 20cm x 20cm i wypełniona może być tak naprawdę wszystkim tym o czym rodzice pomyślą. Elementy "twarde" są przymocowane za pomocą żywicy epoksydowej, która jest niezwykle twarda i trwała - nie ma możliwości żeby się kruszyła czy pękła. Czas utwardzania to około 24 godziny! Elementy miękkie takie jak pompony, włochacz, sztuczna trawa aby nie zmieniać ich struktury (miękkości) przyklejane są na klej tapicerski. 
Możliwości na wypełnienie jest ogrom! Twarde i okrągłe orzechy włoskie, miękkie pompony, szorstka sztuczna trawa, nierówne kamienie, okrągła i gładka fasola, chropowata sól himalajska, czy filc wypełniony szeleszczącym materiałem są niezwykle pomocne przy pobudzaniu sensoryki u każdego małego człowieka. 

Do zobaczenia następnym razem! :) 

Zawieszki do stojaka Baby Gym 


Dzisiaj opowiem Wam trochę o zawieszkach do Naszych stojaków Baby Gym. 
Wszystkie zawieszki są wykonywane jest przez Nas z komponentów, które kupujemy z zaprzyjaźnionych sklepów stolarskich, dlatego też mamy 100% pewność, że ich wykonanie jest w pełni sprawdzone i bezpieczne. Każdy z  elementów jest w naturalnym kolorze drewna, niepokryty żadnym lakierem - malujemy je ręcznie dopiero w momencie wybrania kolorów.

Etap kompletowania zawieszek jest zawsze burzą mojego mózgu - kule małe i duże, kwadraty, wałki, gwiazdki. Elementów do połączenia w jedną całości jest kilka, a ułożenie wszystkiego tak żeby było i atrakcyjne dla Maluszka, który będzie ich dotykał i względów estetycznych chwilę zajmuje. 

 Łatwiej jest gdy Kupujący wie dokładnie, które zawieszki chciałby umieścić na swoim stojaku, ale największą frajdę sprawia gdy zostawia mi wolną rękę i mogę dobierać wszystko sama od początku do końca. Mam taką niepisaną zasadę, że w każdej zawieszce staram się dodać coś od siebie nawet gdy mają być identyczne jak poprzednie :D 

Zazwyczaj Zamawiający wybierają jedynie końcówki zawieszek - te które Maluszek widzi najlepiej, a resztę zostawiają w Naszych rękach. 
Nasze zawieszki różnią się też tym od tych, które możecie spotkać w internetach, że każdą końcówkę obracamy tak żeby była jak najbardziej atrakcyjna dla Maluszka. W końcu to zabawka dla niego, i zdecydowanie lepiej będzie mu się oglądało gwiazdkę czy jaskółkę w całości niż tylko jej fragment. 
Rodzajów końcówek, które możemy umieścić na zawieszce mamy kilka:
- tiulowy pompon (biały, niebieski, różowy)
- filcowa zawieszka (jaskółka, chmurka, gwiazdka, serce)
- pompony 
- frędzle na kółku lub bez 
- pompon z wełny 

Malowanie zawieszek jak i cała ich kolorystyka jest dobierana pod kolor stojaka, tak aby całość wyglądała spójnie. Nigdy nie malujemy też wszystkich elementów zawieszki, dlatego że kolor naturalnego drewna uważamy za równie piękny! 
Ilość zawieszek, które możemy umieścić na stojaku tak na prawdę zależy tylko i wyłącznie od Kupującego - nie ma ani minimalnej ani maksymalnej ilości. 
Zawieszki montujemy na białej wełnie na kółku - dlaczego nie na sznurku ? A przerwał, ktoś kiedyś z Was grubą wełnę rękami ? Bo Nam się nie udało :P  

Zawieszki wprawione w ruch czy to na początku przez Opiekunów, czy potem przez samego Maluszka są dla niego niezwykle interesujące. Poznawane w ten sposób kształty od początku pobudzają jego motorykę, wspierają koncentrację uwagi, uczą chwytać, przekładać i manipulować. 



Do zobaczenia następnym razem ! 


Remont pokoju i malowanie mebli 

Ktoś zapyta czy nie łatwiej byłoby kupić nowe meble ? W końcu to "tylko" szafa i komoda. Wjechać po prostu do IKEI czy innego meblowego, wybrać zamówić zapłacić i czekać na dostarczenie nowiusieńkich mebli. Może i byłoby łatwiej, na pewno nie było by tyle kurzu, pyłu i czasu, ale czy satysfakcja byłaby taka sama ? Nie sądzę, a koszty na pewno większe.
W momencie kiedy wpadłam jak to ja na genialny pomysł "a może by tak przemalować meble?", chyba nikt nie myślał że ja tak na poważnie.  Kilka przeczytanych artykułów, kilka odcinków Doroty Szelągowskiej (uwielbiam!) i decyzja zapadła. Mózg zgodził się na mój pomysł i zaczęliśmy obmyślać strategie - tzn. On bo ja to tam.... ehhhh... 

Szybkie rozeznanie stanu faktycznego: komoda z szufladami i drzwiczkami oraz szafa ubraniowa z lustrem, a to wszystko w kolorze olcha, kupione jakieś 10lat temu. Na zdjęciu powyżej widzicie jeszcze regał schodkowy - ale tu pomogło ogłoszenie na OLX i regału pozbyliśmy się w godzinę.  Meble są i były w bardzo dobrym stanie, okleina (bo to nie prawdziwe drewno) trzyma się bardzo dobrze, żadnych zarysowań, uszczerbków nic! 

Przyszedł czas na zakupy <3 pojechaliśmy do Castoramy czy innego Leroy kupić wszystko co potrzebne; folie malarską, pędzle, wałki, i przyszedł czas na wybranie koloru ścian. Wymarzyłam sobie szarość, ale jak to pewnie wiecie szarość nie jedno ma imię. Ta za ciemna, ta za jasna, ta za bardzo w niebieski wpada.... Mózg powiedział "Light Grey" Beckers i padło. Jest przepiękna, idealna, doskonała. Po tych prawie dwóch latach podoba mi się tak samo mocno jak na początku. Najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec - wybór farby do pomalowania mebli. Wiadomym było, że ma być biała. W teorii było wiadome wszystko, ale jak weszliśmy do sklepu i prosiliśmy o pomoc to delikatnie rzecz ujmując pomocy nie otrzymaliśmy - otrzymywaliśmy za to sprzeczne informacje, proponowane farby były w kosmicznych cenach, a do tego podkład przed położeniem po położeniu koloru, specjalne wałki, pędzle i inne niezbędne cuda. Do czasu gdy trafiliśmy na CUDOWNEGO Pana w Naszej Wildeckiej Mrówce. Pan wiedział mamy wrażenie o farbach wszystko, zadawał pytania, stawiał trafne diagnozy i od razu wiedział czego Nam potrzeba i tak dostaliśmy farbę Śnieżka Supermal Emalia Akrylowa. Farba tak dobra i wydajna do malowania mebli, że możemy ją polecić z czystym sumieniem.  


I tak 8 listopada 2019r. rozpoczął się remont. Mózg zajął się rozkręceniem wszystkich wystających elementów z mebli przed szlifowaniem, a ja kręciłam się w kółko czekając na coś do malowania. Do szlifowania używaliśmy profesjonalnej szlifierki, ale tylko po to by jak za radą Pana z Mrówki je zmatowić a niekoniecznie zedrzeć wszystko.
Wyszlifowane meble, zaczęłam malować farbą (tak bez podkładu), na niektóre elementy wystarczyły dwie warstwy, ale drzwi od szafy musiały być pomalowane 3-4 razy dla idealnego krycia. 
Pomalowane elementy rozkładaliśmy po całym mieszkaniu żeby mogły spokojnie schnąć, a my zabraliśmy się za malowanie ścian. Jak to w wielu domach bywa, jak już szafa stanie w jednym miejscu to tak stoi lata i ewentualne malowania odbywają się dookoła niej, a ja koniecznie chciałam zmienić ustawienie, więc jak szafa została odsunięta to okazało się że za nią są zielone i pomarańczowe ściany... 
Ehhhhhh.... to był ten dziwny etap łączenia dwóch kolorów (niekoniecznie do siebie pasujących).

Trochę więcej malowania, i wszystkie ściany mają jedną piękną szarość. 
Meble zdążyły w międzyczasie wyschnąć (na prawdę nie trwało to długo, myślę że taki standardowy czas schnięcia), producent zastrzegł jednak na opakowaniu że całkowity czas na stwardnienie farby wynosi około 2tygodni. Do tego czasu obchodziłam się z nimi ostrożnie, ale bez przesady. Skręcone i pomalowane meble prezentują się tak jak widzicie na zdjęciach powyżej. 
Pokój w międzyczasie oczywiście delikatnie się zmienił, w końcu nie byłabym sobą gdybym czegoś nie zmieniła. Doszły czarne skrzynki zrobione przez Mózga <3, doszły dwa stoliki nocne zrobione z małych pół skrzynek. 

Czy podjęłabym się tego jeszcze raz ? Z całą pewnością tak ! Jesteśmy bardzo zadowoleni, z meblami nie stało się NIC, są w takim samym idealnym stanie w jakim były, czyści się je dokładnie tak jak inne meble (jedynie trzeba pamiętać żeby wacika namoczonego acetonem na nich nie kłaść.....), połysk nadal jest. 
A koszty ? Z całą pewnością niższe niż nowe meble, a satysfakcji ogrom. 

Sami oceńcie efekty i do dzieła! :) 


Witajcie ponownie ! :)

Dzisiaj opowiem Wam o drugiej najważniejszej czynności związanej z robieniem stojaków, a mianowicie z malowaniem. Proces ten jest zdecydowanie najdłuższy, ale też sprawia mi najwięcej frajdy. Rodzice często pytają jakimi farbami malujemy zawieszki oraz nogi, czy są one bezpieczne dla dzieci. 
Używamy farb atestowanych Beckers Designer. A dlaczego akurat tych ? Tak prywatnie powiem Wam że robiąc dwa remonty wspólnie z Mózgiem i jeden z Bratem zawsze używałam tych farb do malowania ścian - są to farby gęste, bardzo dobrze kryją po jednej warstwie (nawet takie szalone kolory ścian jak zielono-pomarańczowe, tak miałam i taki etap w życiu :D), nie mają nieprzyjemnego zapachu, a ich szarość jest najpiękniejsza na świecie ! 
Na stronie producenta możemy przeczytać, że ich produkty są rekomendowane przez Polskie Towarzystwo Alergologiczne oraz nie posiadają lotnych związków organicznych. Jak widzicie są one w pełni bezpieczne dla Maluszków.  Wcześniej kupowaliśmy małe pojemności tych farb, ale jednak do tej ilości składanych zamówień potrzeba było duuuuużoooo więcej farby i hurtowych ilości pędzli, które wymieniamy na bieżąco. 


Jeśli rodzice wybiorą model, który już kiedyś malowaliśmy jest o tyle łatwiej że mamy wzór i oklejamy go według tego. Kolory są ustalane już na etapie składania zamówienia i wtedy też wszystkie szczegóły ustalamy indywidualnie - nie mamy schowanych gotowców, które wyciągamy z szafy :D Kolory wybrane, sposób malowania też więc przychodzi czas na oklejenie nóg taśmą. Ta czynność zwykle zajmuje nam najwięcej czasu, ponieważ musimy uważać żeby było równo i jeśli taki jest projekt symetrycznie.  
 Zdarzają się też osoby które piszą "zróbcie tak jak uważacie za najlepsze w tych kolorach".  Oj... uwielbiam!  wtedy moje wewnętrzne dziecko krzyczy "będzie będzie zabawa, będzie się działo!" I działamy ! Malowanie, czekanie aż wyschnie i... odklejanie wcześniej przyklejonej taśmy - ten etap dla mnie jest najbardziej męczący.  
A potem to już z górki..... 


Często podczas składania zamówienia rodzice zadają pytanie z czego są zrobione nogi od stojaka  i czy są zabezpieczone przed samoistnym złożeniem. 

Stojaki wykonujemy z desek sosnowych, sami opracowujemy  - od docięcia i zrobienia dziur do pomalowania i złożenia wszystkiego w całość. 

 Sosna jest najliczniejszym gatunkiem drzew w Polsce, rośnie szybko i jest łatwa w obróbce.  Drewno sosnowe jest sprężyste, a jednocześnie odporne na uszkodzenia mechaniczne. Zapewnia dobrą izolację termiczną i akustyczną, szybko schnie i przez podatność na nasycenie łatwo pokryć je farbą ( o farbach będzie w następnym wpisie).
 Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że drewno sosnowe ma dobry wpływ na nasze zdrowie. W szczególności meble sosnowe poleca się alergikom. Sosna wykazuje właściwości elektrostatyczne, a więc nie tylko nie przyciąga kurzu, ale zapobiega również jego kłębieniu się w powietrzu. Po drugie, drewno sosnowe ma właściwości higroskopijne – reguluje poziom wilgotności powietrza przez pochłanianie i oddawanie pary wodnej do otoczenia (źródło: urządzamy.pl).
Więc jak sami widzicie sosna jest materiałem z którym dosyć łatwo jest pracować, chociaż jak każde drewno lubi też zaskakiwać - nieoczekiwane pęknięcia, czy słoje które nie chcą się poddać podczas obróbki.
Gdy już wybierzemy deski idealne, Mózg przechodzi do działania (ja mam wtedy chwilę na zaplanowanie malowania i ustawienia zawieszek). Od kiedy staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami wiertarki stołowej praca idzie zdecydowanie szybciej, Mózg i jego niezwykła dbałość o szczegóły wycinają wszystkie dziury i ścinają nogi stojaka pod rozmiar wybrany przez zamawiającego.  Gdy te etapy są już za nami przychodzi czas na szlifowanie desek aby były gładkie i bez jakichkolwiek zadziorów. Przy tym jest wieeeeleeeee pyłu i często wychodzimy z pracowni cali siwi :D
Deski oczyszczone i gotowe pod malowanie przejmuję ja !
Ale ale o następnym etapie będzie w kolejnym wpisie bo malowanie to kolejna rzecz o którą dostajemy najwięcej pytań.

Przejdźmy do zabezpieczeń. Jak już wcześniej wspomniałam, deski szlifujemy ręcznie papierem ściernym. Nie używamy szlifierki, ani innych maszyn do tego procesu.  Pamiętajcie wszystko u Nas jest hand-made.
Nogi przed samoistnym złożeniem i rozłożeniem zabezpieczamy na dwa sposoby:
1. Cztery kołki - po dwa z każdej strony, kołki zabezpieczają stojak przed wysunięciem nóg z pałąka z zawieszkami. Dzięki temu nie ma możliwości, że stojak pod Maluszkiem się zawali, że spadnie na niego deska. Nie ma takiej możliwości.
2. Wełniane warkocze - umieszczone pomiędzy nogami stojaka. Warkocze zabezpieczają stojak przez samoistnym rozłożeniem nóg. Warkocze są na tyle mocno zaciśnięte i związane że uniemożliwiają większy rozstaw nóg niż my na etapie składania stojaka w całość ustalimy. Ale, dzięki tym warkoczą, rodzic po zakończonej zabawie, może złożyć stojak i schować go gdy nie będzie już używany.

Już po tym wpisie, możecie zauważyć że bezpieczeństwo Malucha jest dla nas niezwykle istotne i przykładamy dużą wagę do tego żeby Maluszkowi nie stała się żadna krzywda.

Do zobaczenia następnym razem! :) 

.